Wszystko zaczęło się od frustracji. Po kolejnej beznadziejnej randce z aplikacji, na której facet przez dwie godziny opowiadał o swojej kolekcji kapsli, miałam ochotę usunąć konto randkowe i zamknąć się w zakonie. Miałam 32 lata, byłam niezależna, pracowałam na swoim i po prostu chciałam kogoś normalnego. Ale słowo „normalny” w dzisiejszych czasach kojarzyło się towarem luksusowym.
WIDEO…
Stawką było moje szczęście
Siedziałam z moją najlepszą przyjaciółką, Mają, w naszej ulubionej kawiarni na rogu. Piła kawę i opowiadała o kolejnym chłopaku, który przestał odpisywać po trzech spotkaniach.
– Zróbmy coś z tym – rzuciłam nagle, mieszając łyżeczką w latte. – Zróbmy grupę dla singli. Taką lokalną, dla znajomych i znajomych znajomych. Żadnych zdjęć z dzióbkiem, żadnych dziwnych opisów. Po prostu spotkania, planszówki, coś na luzie.
Maja popatrzyła na mnie z zachwytem.
– Anitka, ty to masz łeb! Jesteś świetną organizatorką, a poza tym zawsze umiałaś swatać ludzi. To genialny pomysł!
Uśmiechnęłam się skromnie. Nie powiedziałam jej jednak całej prawdy. Owszem, chciałam pomóc jej i innym, ale mój główny cel był zgoła inny. Jako organizatorka miałam dostęp do wszystkich „kandydatów” zanim jeszcze oficjalnie dołączyli do grupy. Mogłam ich dyskretnie selekcjonować, przeglądać ich profile w mediach społecznościowych i decydować, kogo zaprosić na spotkanie, a kogo ominąć szerokim łukiem. Byłam jak selekcjoner w ekskluzywnym klubie, tylko stawką było moje własne szczęście.
Czułam, że to może być ten
Grupa szybko się rozrastała. Znajomi zapraszali swoich znajomych, a ci kolejnych. Spotykaliśmy się raz w tygodniu, w wynajętej sali nad barem w centrum miasta. Były śmiechy, były pierwsze, nieśmiałe flirty. Ja, jako „Dobra Wróżka” – tak mnie żartobliwie nazywali – krążyłam między stolikami, podsycałam rozmowy i dyskretnie obserwowałam.
Przez pierwsze kilka tygodni nie znalazłam nikogo, kto przykułby moją uwagę. Byli mili faceci, ale brakowało „tego czegoś”. Aż pewnego wieczoru przyszedł on. Michał. Architekt, 34 lata. Wysoki, z lekkim zarostem i tym rodzajem uśmiechu, który sprawia, że od razu czujesz się swobodnie. Przyprowadził go Marek, kolega z pracy Mai.
– Cześć, jestem Michał – powiedział, wyciągając do mnie rękę. – Marek dużo o tobie opowiadał. Ponoć to ty jesteś mózgiem tej operacji.
– Coś w tym stylu – zaśmiałam się, czując, jak serce bije mi trochę szybciej. – Rozgość się. Tam mamy napoje, a tam stolik z „Wsiąść do pociągu”.
Resztę wieczoru spędziłam na ukradkowym obserwowaniu go. Był inteligentny, zabawny, nie narzucał się, ale potrafił podtrzymać rozmowę. Czułam, że to może być ten. Mój starannie uknuty plan wreszcie zaczął przynosić rezultaty.
Plan wymyknął się spod kontroli
Zaczęłam planować, jak się do niego zbliżyć. Jako organizatorka miałam pretekst, żeby napisać do niego na Messengerze. Zapytałam, jak mu się podobało, czy ma jakieś sugestie co do kolejnych spotkań. Rozmowa potoczyła się naturalnie. Pisaliśmy do późna w nocy, a rano budziłam się z uśmiechem na twarzy, widząc powiadomienie od niego. Postanowiłam, że na kolejnym spotkaniu zaaranżuję sytuację, w której będziemy mogli porozmawiać sam na sam. Ale wtedy wydarzyło się coś, czego nie przewidziałam. Maja, moja najlepsza przyjaciółka, od razu zauważyła Michała.
– Widziałaś tego nowego? – szepnęła mi na ucho. – Jest niesamowity. I chyba patrzy w moją stronę.
Zamroziło mnie. Znałam Maję. Kiedy ktoś wpadł jej w oko, szła jak burza. Była piękna, pewna siebie i rzadko kiedy słyszała słowo „nie”.
– Tak, miły facet – mruknęłam, próbując ukryć rosnącą panikę.
Przez resztę wieczoru patrzyłam, jak Maja owija sobie Michała wokół palca. Śmiała się z jego żartów, dotykała jego ramienia, rzucała mu przeciągłe spojrzenia. A on? On zdawał się być tym wszystkim zachwycony. Moje serce pękało. Czułam się zdradzona, choć przecież Maja nie wiedziała o moich uczuciach. Nie wiedziała o moich nocnych rozmowach z Michałem, o moich planach, o tym, że ten cały klub był tylko przykrywką.
To ja miałam z nim być!
Sytuacja stawała się coraz bardziej nieznośna. Na kolejnych spotkaniach Maja i Michał byli niemal nierozłączni. Widziałam, jak rodzi się między nimi coś więcej. A ja tkwiłam w pułapce, którą sama na siebie zastawiłam. Jako „Dobra Wróżka” powinnam była się cieszyć. Powinnam była gratulować im, że się odnaleźli. Ale w środku płonęłam z zazdrości i żalu. Pewnego popołudnia Maja wpadła do mojego mieszkania rozpromieniona.
– Anitka, muszę ci coś powiedzieć! – pisnęła, rzucając się na kanapę. – Michał zaprosił mnie na randkę! Prawdziwą randkę, tylko we dwoje. Do tej nowej włoskiej restauracji!
Zrobiło mi się niedobrze. Patrzyłam na jej radosną twarz i czułam, jak wzbiera we mnie gniew.
– To wspaniale – wykrztusiłam, siląc się na uśmiech.
– Jesteś najlepsza, wiesz? – Maja przytuliła mnie mocno. – Gdyby nie ty i twój klub, nigdy bym go nie poznała.
Te słowa uderzyły we mnie jak obuchem. To ja go znalazłam. To ja go zaprosiłam. To ja miałam z nim być.
W nocy nie mogłam spać. Przewracałam się z boku na bok, bijąc się z myślami. Mogłam powiedzieć Mai prawdę. Mogłam jej wyznać, że założyłam ten klub dla siebie, że pisałam z Michałem, że mi na nim zależy. Ale jak by to wyglądało? Przyznałabym się do manipulacji, do egoizmu. Straciłabym przyjaciółkę i z pewnością szacunek całej grupy. Zostałabym wykluczona ze swojego własnego klubu. Z drugiej strony, jeśli będę milczeć, będę musiała patrzeć, jak Maja i Michał są razem. Będę musiała udawać szczęśliwą, podczas gdy moje serce będzie krwawić.
Miłości nie da się kontrolować
Kolejne tygodnie były dla mnie torturą. Maja i Michał oficjalnie zostali parą. Na spotkaniach klubu trzymali się za ręce, szeptali sobie do ucha, wyglądali na zakochanych. Ja starałam się zachować twarz, uśmiechać się, organizować kolejne wieczory, ale wszystko to wydawało się puste i pozbawione sensu. Pewnego wieczoru, po skończonym spotkaniu, zostałam sama, żeby posprzątać salę. Zmywałam szklanki, kiedy drzwi się otworzyły. To był Michał.
– Zapomniałem telefonu – powiedział, podchodząc do stolika, przy którym wcześniej siedział.
– Jasne, leży tam – wskazałam głową w stronę kąta sali.
Zabrał telefon i spojrzał na mnie. Przez chwilę panowała niezręczna cisza.
– Słuchaj, Anita... – zaczął niepewnie. – Chciałem ci tylko podziękować. Za to, że stworzyłaś to miejsce. Dzięki tobie poznałem Maję.
Spojrzałam mu prosto w oczy. Widziałam w nich szczerość i wdzięczność. W tej jednej chwili uświadomiłam sobie całą ironię mojej sytuacji. Zbudowałam idealne narzędzie do znalezienia miłości, ale zapomniałam, że miłości nie da się kontrolować. Nie da się jej zaplanować, wyselekcjonować ani zatrzymać tylko dla siebie.
– Nie ma za co, Michał – powiedziałam cicho. – Życzę wam wszystkiego najlepszego.
Wyszedł, a ja zostałam sama z pustymi szklankami i ciężkim sercem. Wiedziałam, że klub dla singli przestał być moim tajnym projektem. Stał się miejscem, które łączy ludzi, ale nie w taki sposób, jak to sobie zaplanowałam.
Moja przyjaźń przetrwa
Przez kolejne tygodnie obserwowałam, jak klub się rozwija. Zgłaszali się nowi ludzie, atmosfera była coraz bardziej przyjazna i domowa. Mimo bólu, który czułam, nie mogłam zaprzeczyć, że stworzyłam coś dobrego. Ludzie dziękowali mi za spotkania, za to, że mogli poczuć się swobodnie. Z czasem zaczęłam zauważać, że nie tylko Maja i Michał znaleźli tu szczęście – para, która poznała się przy grze w planszówki, zaręczyła się w naszej sali. Ktoś inny znalazł przyjaciela na całe życie. Moje własne poczucie porażki powoli ustępowało miejsca dumie. Kiedyś, podczas jednego ze spotkań, podeszła do mnie Basia – dziewczyna, która przyszła pierwszy raz.
– Anita, nie wiem, jak ci się to udało, ale tutaj naprawdę można być sobą. Dzięki.
Uśmiechnęłam się, czując, jak trochę lżej robi mi się na sercu. Może nie znalazłam miłości, której szukałam. Ale to nie znaczyło, że wszystko poszło na marne. Po paru miesiącach Maja przyszła do mnie z wiadomością, która zaskoczyła mnie bardziej, niż cokolwiek wcześniej.
– Michał dostał propozycję pracy w innym mieście – powiedziała, bawiąc się nerwowo łyżeczką od herbaty. – Nie wiem, co zrobić. On chce, żebym się przeprowadziła razem z nim.
Patrzyłam na nią przez chwilę w milczeniu. Mimo że minęły miesiące, wciąż coś mnie ściskało na widok tej dwójki razem, ale... byłam już zmęczona wyścigiem z samą sobą.
– Zrobisz tak, jak poczujesz. Ale pamiętaj, że cokolwiek wybierzesz, jestem po twojej stronie.
Maja uśmiechnęła się i przytuliła mnie tak mocno, jak wtedy, gdy powiedziała mi o swojej pierwszej randce z Michałem. Ostatecznie zdecydowała się wyjechać. Przed wyjazdem zorganizowałyśmy ostatnie spotkanie w klubie, które przerodziło się w pożegnalną imprezę. Było dużo śmiechu i łez. Kiedy Maja żegnała się ze mną na dworcu, spojrzała na mnie z wdzięcznością.
– Gdyby nie ty, moje życie wyglądałoby zupełnie inaczej. Dziękuję, Anita.
Stałam na peronie jeszcze długo po odjeździe pociągu, czując mieszaninę smutku i ulgi. Wiedziałam, że moja przyjaźń z Mają przetrwa, a ja... w końcu mogę zacząć od nowa.
Uczucie przyszło samo
Po odejściu Mai i Michał klub zmienił się nie do poznania. Ludzie zaczęli angażować się w organizację spotkań, nie wszystko już musiało przechodzić przeze mnie. Zaczęłam czuć się bardziej wolna, mniej odpowiedzialna za wszystko i wszystkich. Któregoś wieczoru, kiedy kończyłam zbierać gry do pudełek, podszedł do mnie Kuba – nowy chłopak, który dołączył do grupy kilka tygodni wcześniej.
– Anita, wybierasz się jutro na targi plakatu?
– W sumie nie miałam planów, ale... czemu nie?
Rozmawialiśmy jeszcze chwilę o ulubionych artystach, potem wymieniliśmy się numerami. Nie czułam już presji. Nie układałam żadnych strategii. Stałam się po prostu jedną z osób, które szukają swojego miejsca i ludzi, z którymi mogą być sobą. Na tamtym spotkaniu z Kubą nie wydarzyło się nic przełomowego. Ale kiedy wróciłam do domu, pomyślałam, że to pierwszy raz od dawna, kiedy czułam się po prostu dobrze. Bez żalu, bez pretensji, bez planów na przyszłość, których nie da się przewidzieć. Może właśnie na tym polega prawdziwa zmiana?
Anita, 32 lata
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Byłam dumna z czerwonego paska na świadectwie córki. Dopiero jej pamiętnik pokazał mi, że popełniłam fatalny błąd”
- „Chciałem choć raz bez babskich dram obejrzeć mecz z chłopakami. Włączyłem tryb wolny facet, a teraz pluję sobie w brodę”
- „Zaprosiłam koleżankę na 5. urodziny córki, a ona wystawiła mnie na pośmiewisko i pokazała drugą twarz”



























