Tak się cieszyłam, kiedy przyszła na świat moja pierwsza wnuczka! Mimo że wcześniej nieustannie przypominałam córce, że przez ciążę może nie ukończyć studiów na czas, to później zupełnie o tym zapomniałam. Weroniczka była najcudowniejszym maluchem na całym globie!

– Poradzimy sobie – zapewniałam Anię.

Byłam na każde zawołanie

Moja córka była zaniepokojona, ponieważ mimo upływu wielu miesięcy, nie udało jej się powrócić do swojej poprzedniej sylwetki. Dodatkowo, pisanie pracy magisterskiej przy małym dziecku było dla niej trudne. Ale córka bardzo chciała to zrobić, zawsze miała duże ambicje. Starałam się ją wspierać, jak tylko mogłam. Mimo, że od roku mieszkała ze swoim partnerem na samym końcu Katowic, często dojeżdżałam do niej autobusem, aby pomóc jej w opiece nad maluchem. Córka okazywała mi wdzięczność, a uśmiech na twarzy małej Weroniki rekompensował mi wszystkie wysiłki.

Żeby spędzać więcej czasu z wnuczką, rezygnowałam z pogaduszek z przyjaciółkami, chodzenia na zakupy, a nawet z wyjazdów w góry na weekendy, których tak bardzo pragnęłam, gdy moje dzieci jeszcze ze mną mieszkały. Myślałam, że kiedy zaczną działać samodzielnie, w końcu będę mogła prowadzić aktywne życie. Ale zawsze miałam coś do zrobienia i nigdy nie miałam wystarczająco dużo czasu tylko dla siebie.

– Skupiasz się tylko na tej małej. Już nie spędzamy razem czasu – mówiła smutno moja bliska koleżanka, Aldona. – Powiedz, czy nie tęsknisz za normalnym życiem?                    

– A co moje życie nie jest normalne? – odpowiedziałam nieco obrażona. – Zrozumiesz moją sytuację, kiedy sama zostaniesz babcią...

– W przeszłości miałaś czas na wyjście do kina, wizyty u kosmetyczki, a teraz tylko Weronisia, Weronisia i jeszcze raz Weronisia. Zadbaj w końcu o siebie! Tak być nie może!

Uważałam, że postępuję słusznie

"Jakie ty możesz mieć pojęcie?" – zastanawiałam się. Nie zamierzałam mówić jej, że zajmowanie się moją wnuczką ma na celu zapewnienie lepszej przyszłości mojej córce. Owszem, Weronika była dla mnie wszystkim, ale zdawałam sobie sprawę, że bez odpowiedniego wykształcenia Anka nie będzie miała szans na rynku pracy.

Chciałam, żeby ukończyła studia z dobrą oceną i – kiedy Weronika pójdzie do przedszkola – zdobyła dobrą pracę. Byłam skłonna zrobić wiele, aby ten cel został osiągnięty. Kiedy Anka w końcu zdobyła tytuł magistra, nie kryłam szczęścia. Zabierałam wnuczkę do siebie na weekend, aby młodzi razem ze swoimi przyjaciółmi mogli poświętować.                                                     

– Widzisz? Moje wysiłki się opłaciły – pochwaliłam się Aldonie.

Przestało mi się to podobać

Gdy to mówiłam, nie zdawałam sobie sprawy, że moja córka wraz z jej partnerem również już sobie coś zaplanowali. Ale dotyczyło to mojego życia – nie chcieli zrezygnować z darmowej niani!                   

– Mamusiu, może zostawilibyśmy ci Weronisię na kilka godzin. Planujemy wyjść do kina... – pewnego dnia zapytała przez telefon Ania.       

Jako typowa babcia uwielbiałam opiekować się swoją wnuczką. Wiedziałam też, że młodość ma swoje prawa. Młodzi ludzie uwielbiają spędzać czas z rówieśnikami i bawić się, wychodzić do kina, teatru i na różne imprezy. Zdecydowałam, że będę ich wspierać, jeśli tylko dam radę. Miałam cichą nadzieję, że skorzystają z mojej pomocy z rozwagą. Ale przyszedł czas, gdy Anka zaczęła dzwonić co chwilę z prośbą, czy mogę zająć się wnuczką. Czasem zdarzało się, że zostawiała mi ją nawet na dwa weekendy w miesiącu.

Aby zawsze być gotową do pomocy babcią, musiałam zrezygnować prawie ze wszystkich spotkań ze znajomymi i kilkakrotnie odrzuciłam propozycje wyjazdów na grzyby czy na kajaki. Młodzi zupełnie ignorowali fakt, że też mam swoje życie!

– Wiem, że chciałaś, żeby Anka ukończyła studia i marzysz o spędzaniu czasu z twoją wnuczką. Ale to, co się dzieje w twojej rodzinie, zaczyna być dosyć niepokojące – pewnego dnia stwierdziła sucho Aldona.

Czułam, że ma teraz absolutną rację. Ta sytuacja również zaczęła mi doskwierać. Młodzi ciągle pragnęli się bawić i szaleć, dlatego opiekę nad ośmiomiesięczną córeczką zrzucali na mnie. Zamiast być babcią, kiedy chcę, nagle stałam się pełnoetatową nianią!

Rozpuściłam ich

Nie było mi z tym dobrze. Mam już nieco wiosen, co więcej, wciąż pracuję zawodowo. Może młodzi myśleli, że osiem godzin spędzonych w urzędzie to drobiazg, ale dla mnie, kobiety po pięćdziesiątce, taka ilość czasu za biurkiem nieźle dawała w kość. Moje plecy i barki były niesamowicie obolałe. Nie miałam jednak ani chwili na rehabilitację czy chociażby ćwiczenia w basenie. Każdą wolną minutę poświęcałam mojej wnuczce, Weronice.

Zdecydowałam, że to się musi zmienić i że będę opiekować się Weroniką tylko od czasu do czasu. Nie mogłam i nie chciałam całkowicie zrezygnować z rzeczy, które sprawiają mi przyjemność. Nadal miałam też nadzieję, że w moim życiu pojawi się jakiś interesujący mężczyzna.

"Nie chcę być samotna do końca życia, zdając się jedynie na dzieciach i przyjaciółkach! Przecież podczas spaceru z dzieckiem nie spotkam nikogo nowego" – zastanawiałam się. Tydzień później, w sobotę około południa, zadzwoniła do mnie moja córka.

– Mamo, czy mogłabyś zabrać Weronikę na spacer do parku? Boli mnie głowa – narzekała. – Czarek jest zajęty pisaniem jakiegoś raportu, nie może...

Zdałam sobie sprawę z tego, co robię dopiero w połowie drogi do przystanku. Jednak nie miałam już możliwości cofnięcia się. Przecież obiecałam... Przyjechałam do córki, starając się być cicho, aby nie przeszkadzać Czarkowi, który pracował. Przygotowałam wnuczkę do wyjścia i wsadziłam do wózka. Następnie spędziłam z nią ponad godzinę na spacerze po parku, po czym nakarmiłam ją i położyłam na drzemkę.

Byłam kompletnie wykończona, nie miałam nawet sił, żeby zrobić sobie normalny obiad. Jednak podczas jedzenia kanapki, zmusiłam się do refleksji nad sobą. Doszłam do wniosku, że to ja jestem odpowiedzialna za swoją sytuację. Młodzi wykorzystują mnie, ponieważ na to pozwalam! Nigdy nie odmówiłam, zawsze byłam dostępna na dosłownie każde zawołanie. 

Nigdy nie odmawiałam, tłumacząc się bólem głowy, złym samopoczuciem czy innymi ważnymi sprawami. Dałam im do zrozumienia, że jestem w stanie zrezygnować z wielu istotnych dla mnie rzeczy, byleby tylko ich jakoś wesprzeć. Aby to zmienić, musiałam po prostu sama zacząć zachowywać się inaczej!

Musiałam to przerwać

Kawałek po kawałku realizowałam swój plan, choć muszę przyznać, że wypowiedzenie pierwszego „nie” sprawiło mi ogromną trudność. Gdy w sobotę Anka do mnie zadzwoniła i znowu poprosiła, żeby zabrać Weronikę na przechadzkę, na spokojnie oznajmiłam, że właśnie mam zamiar spotkać się z koleżanką.

– O rany, nie mogłybyście spotkać się trochę później? – spytała córka.

Niestety, nie mogę – odpowiedziałam.  

Tydzień po tym, jak zasugerowała, że mogłaby przyprowadzić Weronikę do mnie na weekend, oznajmiłam, że właśnie ten planuję spędzić z przyjaciółkami w Wiśle.

– Ale następny weekend z przyjemnością spędzę z nią – zapewniłam. 

Anka w końcu, choć z pewnym trudem, zdała sobie sprawę, że jej mama ma swoją własną drogę życia. Obecnie ustala ze mną plan opieki nad małą Weroniką. Z radością się angażuję, ale nie zapominam już o tym, co ma dla mnie znaczenie.