Wkupiłem się w jej łaski

Ewelina zaczynała jako moja przełożona. Była właścicielką przedsiębiorstwa przewozowego i dała mi pracę za kółkiem. Przypadliśmy sobie do gustu i regularnie rozmawialiśmy ze sobą w pracy. Po paru tygodniach wyznała mi, że jej księgowa najprawdopodobniej ją oszukuje.

– Pani prezes, ukończyłem ekonomika, to może jakoś bym się przydał – rzuciłem propozycję.

Przyznaję, że nie powiedziałem całej prawdy, bo liceum opuściłem już po drugim roku nauki, ale mimo wszystko udało mi się wynieść stamtąd jakąś wiedzę. Ewelina z radością skorzystała z mojego wsparcia. Zaprezentowała mi stosowne papiery i dokumentację... Ja jednak, jak można się domyślać, kompletnie nie wiedziałem, gdzie tkwi problem.

– Odnoszę wrażenie, że co miesiąc przeznaczamy na wynagrodzenia większe kwoty, niż te, które figurują w podsumowaniu płac – twierdziła uparcie Ewelina.

Śledziłem każdą przelaną kasę, ale wciąż nie udało mi się trafić na jakieś nieprawidłowości. W naszej firmie pracuje grubo ponad setka ludzi – część tutaj, w Rzeszowie, a reszta w oddziale w Przemyślu. A do tego dochodziły jeszcze umowy-zlecenia, pracownicy tymczasowi, dodatki i nadgodziny, których też nie brakowało. Jednym zdaniem: w papierach był straszny bałagan.

Wziąłem do domu arkusz kalkulacyjny z wypłatami za jeden miesiąc. Grzebałem w nim, przeliczałem we wszystkie strony. Zero, null. Miałem zamiar zwiększyć wielkość liter, ale omyłkowo nacisnąłem inny przycisk i raptem zmieniłem barwę liczb na karmazynową. I w tym momencie to dostrzegłem. Na samym końcu spisu wynagrodzeń znajdowały się trzy dodatkowe wiersze. Nie dało się ich zauważyć, ponieważ wpisano je białym kolorem czcionki!

Zostałem asystentem szefowej

Główna księgowa, nie mając innego wyjścia, wyznała w końcu, że od blisko dwóch lat, co miesiąc podkrada niewielkie kwoty z firmowej kasy. Ewelina zdecydowała się zgłosić sprawę na policję. Ja natomiast, w ramach uznania, otrzymałem awans. Od teraz jestem prawą ręką naszej szefowej. Regularnie pracowaliśmy po godzinach, aż do późna. Pewnego razu zauważyłem, jak Ewelina rozmasowuje sobie szyję, więc postanowiłem zrobić jej masaż karku. Kolejnego dnia sama mnie o to poprosiła.

– Szefowo, jest pani przemęczona. Trzeba trochę zwolnić tempo i zregenerować siły. Widać to po pani spojrzeniu – powiedziałem przyciszonym głosem, nachylając się do jej ucha podczas masowania kilka dni później.

Niespodziewanie przekręciła twarz w moją stronę, a jej wargi złączyły się z moimi. Pomyślałem, że nieładnie byłoby nie zareagować na ten gest. Nie oponowałem również, kiedy jej palce zaczęły majstrować przy moich spodniach. Moja przełożona wyraźnie potrzebowała chwili wytchnienia. Skoro byłem w stanie jej to zagwarantować, dlaczego miałbym tego nie zrobić?

Ewelina nie grzeszyła urodą. Jej postura pozostawiała wiele do życzenia, bo była wysoka i się garbiła. Jednak jej osobowość rekompensowała te niedoskonałości. A ja przepadam za paniami, które mają jasno sprecyzowane cele. Po upływie czterech tygodni zamieszkaliśmy pod jednym dachem. Dla Eweliny było to bardzo istotne. Moja ukochana parę razy napomknęła, że chce zostać mamą.

– Krystian, sam rozumiesz, że to nie jest łatwa decyzja. Nigdy nie ma idealnej chwili. Ta księgowa okazała się zwykłą złodziejką, a do tego dochodzą jeszcze problemy w Przemyślu – skarżyła się.

Poczułem, że powinienem coś zrobić. Kilka razy, kiedy Ewelina była zajęta czymś innym, zamieniłem jej antykoncepcję na witaminy kupione w drogerii. Nie było to trudne, ponieważ zawsze wieczorem kładła swoje lekarstwo na talerz obok kolacji. Rezultaty pojawiły się bardzo szybko. Po ośmiu tygodniach Ewelina przyszła z łazienki z łzami w oczach.

– Pojęcia nie mam, jak do tego doszło. Ale nie ma żadnych wątpliwości, spodziewam się dziecka.

Postąpiłem jak porządny facet

Mówiłem, że jakoś to będzie. Zachowując się jak na faceta przystało, oświadczyłem się jej. Powiedziała „tak”. Z własnej inicjatywy zaproponowałem podpisanie intercyzy, aby miała pewność, że w żadnym wypadku nie interesuje mnie jej majątek. Niestety zdenerwowała się na mnie, więc odpuściłem ten temat. Poszła na chorobowe parę miesięcy przed tym, jak urodziła dziecko. W międzyczasie to ja zarządzałem naszą działalnością. Zanim stanęliśmy na ślubnym kobiercu, często bywałem w Przemyślu. Tam też musiałem ogarnąć parę spraw. Moja żona stwierdziła, że nadaję się do tego zadania jak nikt inny.

Z Moniką zetknąłem się po paru miesiącach. Pracowała jako kelnerka w pensjonacie, gdzie za każdym razem rezerwowałem pokój. Prezentowała się niczym top modelka. Kruczoczarne, sięgające pasa włosy, wcięta talia i nogi do nieba. A do tego cudowne, ale przepełnione smutkiem oczy. Zagadałem do niej, dopiero gdy widzieliśmy się po raz trzeci. Dostrzegłem, że płakała. A ja nie potrafię patrzeć na łzy kobiet...

– Wybacz, ale czy przypadkiem nic się nie stało? – zagadnąłem.

Pokiwała twierdząco, lecz jej przygnębione spojrzenie zdradzało, że jest inaczej.

– Daj spokój z udawaniem. Doskonale to widzę. W niektórych sytuacjach dobrze jest po prostu powiedzieć, co ci dolega. Potrafię słuchać, wiesz? – starałem się ją namówić.

Po upływie trzydziestu minut byłem już wtajemniczony we wszystkie szczegóły. Jej wzrok skrzyżował się z moim. Musiała wyczuć, że nie kłamię.

– Pracuję do ósmej. Widzimy się w kafejce na rogu – rzuciła.

Zanim doszło do naszego spotkania, ściągnąłem z palca obrączkę, ponieważ upał sprawił, że moje palce zaczęły puchnąć. Ona przyszła z piętnastominutowym opóźnieniem. Ponownie jej oczy były zaczerwienione.

– Może napijemy się  piwa? – zasugerowałem, kiedy zajęliśmy miejsca.

– Poproszę wodę niegazowaną. Nie mogę pić piwa. Przecież jestem w ciąży… – wyrwało jej się i zalała się łzami.

– Opowiedz mi wszystko – poklepałem ją po plecach, próbując dodać otuchy.

Monika poznała tatę swojej pociechy w klubie. Przekonywał ją, że jest jego jedyną. Mimo że matka wiele razy mówiła jej, by dbała o siebie, poszła z nim do łóżka. W końcu i tak mieli niedługo się pobrać. Kiedy jednak wyznała mu, że spodziewa się dziecka, odparł, że jest mu przykro, ale ma już dziewczynę. Po czym przepadł jak kamień w wodę.

– Jak tylko brzuch zacznie być widoczny, w robocie też mnie pogonią. I co ja pocznę sama, z bobasem, bez kasy?

Zostanę jej wybawicielem

Próbowałem ją jakoś wesprzeć. Objąłem ją ramionami i zacząłem obsypywać pocałunkami po karku. Potem już nie potrafiłem się opanować. Moja małżonka padała z nóg przez całodobową opiekę nad naszym synkiem, więc o jakichkolwiek igraszkach w sypialni można było tylko pomarzyć. No ale facet to facet, też ma swoje zachcianki! Zdecydowaliśmy się wynająć pokój w hotelu. Monika pokazała niesamowite umiejętności w łóżku. Nawet mi się nie śniło, że kobiece ciało potrafi wyginać się w tak niezwykły sposób.

Kiedy wróciłem do domu, nieustannie rozmyślałem, w jaki sposób mógłbym jej pomóc. Podczas następnej wizyty w Przemyślu miałem już konkretny pomysł. Monika akurat została zwolniona z pracy. Udało mi się zorganizować dla nas kawalerkę z osobną sypialnią w Przemyślu. W przeciwieństwie do Eweliny, powiększający się brzuszek Moniki nie stanowił przeszkody podczas naszych intymnych zbliżeń. Kiedy na świat przyszło jej dziecko, nie mogłem być obecny przy porodzie.

– Wpisałam cię jako tatę małej – oznajmiła Monika. – Zależało mi, aby w akcie urodzenia Lenki nie widniało sformułowanie „ojciec nieznany”. Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko temu, prawda?

Trudno, miała swoje metody, abym za dużo o tym nie myślał... Coraz regularniej pojawiałem się w Przemyślu. Tłumaczyłem Ewelinie, że tego wymaga interes firmy. Po jakimś czasie ponownie dostrzegłem smutek w spojrzeniu Moniki. Aż w końcu wyznała mi, co ją trapi.

 – Brakuje mi rodziców, ale powiedzieli, że z bękartem nie pozwolą mi wrócić do domu. Gdybyśmy tylko się pobrali...

Żyję niczym król

Usiłowałem się jakoś wykręcić. Nie jestem idiotą, zdawałem sobie sprawę, że bigamia to czyn zabroniony. Jednak Monika zaczęła robić sceny.

– Póki nie ma ślubu, zapomnij o seksie – rzuciła i poszła do pokoju swojej pociechy.

I co ja miałem zrobić? Monia tak mnie nakręciła, że teraz bez sypialni to ja już nie dawałem rady funkcjonować. No ale do panienek to ja nie pójdę! Jakby nie patrzeć, to chyba lepiej się ożenić niż szukać przygód. Wzięliśmy ślub w urzędzie. Za świadków mieliśmy kumpelę Moni i jej faceta.

W sobotę i niedzielę Monika pojechała do swojego domu rodzinnego, aby zaprezentować obrączkę. Ja z kolei wymigałem się od tego wyjazdu, zasłaniając się ważnymi sprawami do załatwienia w Rzeszowie. Przez pół roku jakoś to wszystko funkcjonowało. Jedyne, o czym musiałem pamiętać, to aby będąc w danej miejscowości, nosić odpowiedni krążek na palcu.

Niedługo Ewelinka wspomniała o tym, że chciałaby wrócić do roboty. Liczyłem na to, że będzie jej się chciało dłużej posiedzieć z dzieckiem w domu, bo jak nie, to będę ugotowany. Nie mogę dopuścić do tego, żeby wszystko diabli wzięli. Z dwoma żonami mam jak u Pana Boga za piecem i niech tak zostanie.

Marcin, 32 lata