Rzuciłem torbę na łóżko i stanąłem na środku pokoju. Światło z ulicznej latarni, delikatnie przebijało przez zasłony i rzucało jasną plamę na drewnianym parkiecie, jakby tworząc ścieżkę, którą powinienem podążać do okna.

Przestraszyłem się, więc zamiast tego skierowałem się do lodówki, żeby się czegoś napić. Jakie było moje zaskoczenie, gdy ręką natrafiłem na dokładnie takie samo wino, które kiedyś pijaliśmy razem. Ja i Marta. Czy to jest jakiś znak? Zaśmiałem się w duchu z mojej naiwności. Jaki sygnał! Po prostu, popularne lokalne wino.

Czułem, że zaczynam się zachowywać nieracjonalnie. Sam fakt, że przyjechałem tutaj, to już był jakiś absurd. Zawsze byłem przecież takim zorganizowanym gościem. No, może nie zawsze. Oprócz tamtego lata... I tymi kilkoma dniami w Barcelonie...

Tego wieczoru lał ulewny deszcz...

W popychany przez wspomnienia podszedłem do okna. Odsunąłem delikatnie firankę. W oknie budynku, vis a vis, prawie na wyciągnięcie ręki, dostrzegłem jakiś cień. Czyżby była właśnie ona?! Zapomniałem, że może być tak blisko mnie... Gdybym się tylko bardziej wychylił, mógłbym dotknąć tych otwartych okiennic. Pokój był tylko zasłonięty przez zasłony.

Sam już nie wiem. Wszystko wygląda tak samo, jak kiedyś. Ten sam hotel, pokój na trzecim piętrze, ta sama kamienica vis a vis... Dlaczego więc stoję tutaj, a nie jestem z nią, po drugiej stronie ulicy? Pamiętam nasze wieczory na balkonie... Z kieliszkami wina patrząc w gwiazdy. Mogliśmy zrealizować wszystkie nasze - nawet najodważniejsze - fantazje...

Nie wiem, czemu wtedy nie poprosiłem ich o spełnienie życzeń. Wszystko zdarzyło się tak szybko… Nie myślałem, że to będzie dla mnie ważne. Nagle zaczął padać deszcz i te jej włosy, po których spływały duże krople… Wtedy pobiegłem za nią z dużym parasolem, żeby ją osłonić.

Gdy w końcu dogoniłem ją i mogłem ją osłonić przed deszczem, popatrzyła na mnie zdziwiona, ale uśmiechnęła się z aprobatą. Szliśmy więc obok siebie – dwoje obcych sobie ludzi. Później ku naszemu zaskoczeniu, odkryliśmy, że mieszkamy na tej samej ulicy, praktycznie naprzeciwko siebie. Teraz wiem, że to było przeznaczenie, ale wtedy wydawało mi się to tylko zabawnym zbiegiem okoliczności. Myślałem, że w domu czekają na nią jej rodzice. Kiedy zaproponowała mi kieliszek wina, byłem zdziwiony, że mieszka sama.

Później zrozumiałem, że jest starsza. Była bardzo drobna, ale dojrzała.

Kiedy pierwszy raz mnie pocałowała, byłem zaskoczony, ale odwzajemniłem pocałunek. Miała miękkie wargi, o słodkim smaku malin. Pamiętam, jak włożyłem ręce w jej gęste włosy i na moment poczułem się, jakbym był związany z tą dziewczyną. Ten dzień będę pamiętał aż do końca mojego życia. Straciłem jedyną okazję na prawdziwe uczucie.

Kolejne dni po prostu przeleciały mi przez palce. Czas minął szybciej, niż bym przypuszczał. A potem musiałem wyjechać z Barcelony. Odprowadziła mnie na lotnisko. Jej obcasy stukały o lśniące, jasne kafelki terminalu.

I jej oczy też lśniły - tak jak te kafelki. Wydawało mi się, że widzę w nich łzy, ale odpędziłem tę myśl. To przecież absurdalne.

Byliśmy tylko nieznajomymi, których na chwilę połączyło coś magicznego. Krótki, wakacyjny romans. Skąd mogłem wiedzieć, że dla niej to miało wielkie znaczenie, skoro ja sam zrozumiałem, jak ważne to było dla mnie dopiero po kilku latach?!

To była prawdziwa nieszczęśliwa miłość

Musiałem mieć sam złamane serce, aby zrozumieć ten wzrok, którym odprowadzała mnie do kontroli paszportowej. To spojrzenie rannego zwierzęcia, które wie, że to koniec. Za chwilę umrze. Po pewnym czasie zdałem sobie sprawę, że przez te wszystkie lata była ciągle ze mną, mieszkała w mojej głowie, bo zawsze wracałem do niej myślami, kiedy tylko czułem się kiepsko. Ostatnimi czasy, coraz częściej.

"Czy to właśnie jest miłość?" - zapytałem któregoś dnia samego siebie. Następnie kupiłem bilet do Barcelony. I oto tu jestem.

W tym samym pokoju co poprzednio numer 37. Przestraszony patrzę przez okno: czy ujrzę cię, moja ukochana? Czy się wychylisz, nasze spojrzenia się skrzyżują, czy jeszcze kiedyś nasze dłonie się połączą?

Czy nie jest już za późno?

Nie będę czekać długo na odpowiedź. Na jej malutki balkon wybiega mała dziewczynka, może ma trzy lata, ubrana w kolorową piżamkę. Wygląda jak twoja młodsza wersja. Śmieje się serdecznie, kiedy łapiesz ją za talie i zabierasz do środka. Wciąż stoję przy oknie, kiedy za twoją zasłoną pojawia się sylwetka mężczyzny. Teraz to on ma twoje usta, włosy i małe piersi...

Jak zahipnotyzowany patrzę na ten balkon. I wycofuje do pokoju, dopiero kiedy w twojej łazience zapala się światło, a dwa cienie - mężczyzny i kobiety, tańczą na tle kwiatowej firanki. Czuję, że na zawsze przepadła moja szansa.

Do końca wieczoru myślę, co byłoby, gdybym nie wsiadł wtedy do tego samolotu. Towarzyszy mi kieliszek wina. Tego samego, które piliśmy razem. Albo co byłoby, gdybym wrócił. Czy byśmy teraz byli razem?