Niewiele mi zostało pamiątek po mojej kochanej Klarze. Dochowaliśmy się trzech córek i syna, a miejsca w mieszkaniu było niewiele, więc nie trzymaliśmy szpargałów. A teraz żal, bo pamięć jest ulotna. Przedmioty trwają dłużej i pomagają przywoływać wspomnienia. Ale suknię ślubną Klary, którą uszyła dla niej mama, zachowaliśmy. Nie było innej opcji.

To była suknia pełna wspomnień

Moja teściowa zmarła na raka trzy lata po naszym ślubie, więc Klara ceniła tę suknię jak największy skarb. Pobieraliśmy się w czasach, gdy w państwowych sklepach nie było niczego, a na ciuchy z prywatnych butików nie było nas stać. Teściowa cudem zdobyła kremową koronkę i własnoręcznie uszyła suknię, w której moja narzeczona wyglądała jak anioł. Oczywiście Klara wyglądałaby pięknie nawet w worku pokutnym, ale w tej sukni… Nigdy nie wyrzuciłem tego wspomnienia z głowy 

– Klara w koronkach przy ołtarzu składa przysięgę małżeńską, że zostanie ze mną na zawsze. Od tamtego dnia tworzyliśmy wspaniałą parę przez osiemnaście pięknych lat. Dopóki geny się o nią nie upomniały i nie zabrały mojej ukochanej. Rak. Tak jak u jej mamy i ciotki.

Zostałem sam z czwórką dzieci, z pannicami, które były niby prawie dorosłe, ale ciągle jeszcze potrzebowały matki, i synem, który chciał razem ze mną dzielić obowiązki głowy rodziny, ale nadal zdarzało mu się płakać w nocy. Sukienka ślubna Klary zawisła w szafie, a oni czasem się w nią wtulali i wąchali zapach matki zaklęty w kremowej koronce… To Iza, najstarsza córka, wpadła na pomysł, by założyć ją w dniu własnego ślubu.

– Będę się czuła tak, jakby mama była w tym dniu obok mnie – przekonywała mnie ze łzami w oczach.

Powstała nowa tradycja rodzinna

Krawcowa musiała delikatnie zwęzić suknię, ale zrobiła to tak, by potem tylko wypruć nitki i przywrócić kreacji jej poprzedni kształt. Iza wyglądała przepięknie w koronkowej sukni, a mnie ciężko było ukryć wzruszenie, gdy szła razem z ukochanym do ołtarza, jak kiedyś my z Klarą, by ślubować sobie miłość, wierność i uczciwość małżeńską.

– Tato, mamy taką sprawę do ciebie… Obiecałem, że zapytam najpierw sam, bo Madzia się krępuje… – cztery lata później syn przyszedł do mnie porozmawiać po męsku. – Bo wiesz, widziała zdjęcia Izki ze ślubu w sukni mamy… Mówiła, że to taki piękny gest i też chciałaby ją założyć do ślubu, a potem zmienić na coś bardziej imprezowego. Jeśli nie masz nic przeciwko i się zgodzisz, oczywiście.

– Powiedz jej… – musiałem odchrząknąć, bo się wzruszyłem – że mama byłaby dumna z takiej synowej i na pewno nie miałaby nic przeciwko temu. Piękna tradycja nam się tworzy, synku…

Byłoby wspaniale, gdyby pozostałe dziewczynki też chciały iść do ślubu w sukni swojej matki. A potem, kto wie, może któraś wnuczka ją założy? Jeśli zadbamy o suknię i odpowiednio ją przechowamy…

Córki były zachwycone

Magda kupiła suknię, w którą przebrała się trakcie wesela, ale do ołtarza szła w tej, w której ślubowała mi żona. Pierwszy taniec też w niej przetańczyła. Naprawdę ujęła mnie za serce, że chciała uhonorować osobę, która bardzo pragnęła być ze swoimi dziećmi podczas tak ważnych momentów w ich życiu, ale nie było jej to dane. Na wesele Madzia założyła już coś nowoczesnego, ale na tę najważniejszą chwilę wybrała suknię symbol, tak cenną dla jej przyszłego męża i dla całej naszej rodziny.

Rok później zakładała ją najmłodsza córka. Dla Asi krawcowa musiała delikatnie skrócić sukienkę. Na szczęście udało się to zrobić bez zniszczenia koronki. A ja znów ocierałem oczy chusteczką, widząc moją maleńką córeczkę w sukni ślubnej odziedziczonej po mamie, z którą jako najmłodsza spędziła najmniej czasu. Oj, spłakałem się…

Tradycja się rozwijała, bo Elwira, choć nie miała jeszcze narzeczonego, zapowiedziała, że ona też chce, jak reszta rodzeństwa, w ten sposób uczcić mamę. Tym samym cała czwórka sprawiłaby, że Klara byłaby z nimi wszystkimi chociaż duchem.

Coś jej nie pasowało

Każdemu z dzieci pomogłem finansowo przy weselu, więc gdy Elwira wreszcie oznajmiła z dumą, że wychodzi za mąż, ją również zamierzałem wesprzeć. Wyciągnąłem też z szafy sukienkę ślubną żony i przekazałem córce.

– Boże, nie pamiętałam, że ona ma takie wąskie te rękawy! Jeny, i będzie mi sięgać przed kostkę, strasznie mnie skróci… – zaczęła narzekać, aż zrobiło mi się przykro.

– Czyli nie chcesz jej założyć, córciu? – spytałem cicho.

Zamachała rękami w proteście.

– Ależ chcę, oczywiście, że chcę, coś wykombinuję, przecież to ważna kwestia. I dla mnie, i dla ciebie – jej zapewnienia brzmiały szczerze i wierzyłem, że rzeczywiście coś „wykombinuje”, żeby wszyscy byli zadowoleni.

Elwira potrafiła rozwiązywać różne problemy i znajdowała wyjścia z każdej sytuacji. Co do posagu, ostatnia część pieniędzy, które dostałem z towarzystwa ubezpieczeniowego po śmierci żony, czekała właśnie w tym celu.

– Tato, musisz porozmawiać z Elwirą! – Asia zadzwoniła do mnie dwa miesiące przed ślubem starszej siostry.

Od razu wyczułem, że coś jest nie tak. Moja wesoła zazwyczaj córeczka była na granicy płaczu.

– Co się stało, skarbie?

– Elwira… zniszczyła suknię mamy! Tato, ona ją pocięła! – wyrzuciła z siebie i wybuchnęła płaczem.

Nie mogłem w to uwierzyć. Myślałem, że może Elwira zaniosła suknię do krawcowej, która jakoś ją przedłużyła, może coś doszyła, nie wiem… Nie znałem się na krawiectwie, byłem inżynierem. Ale nie mogłem uwierzyć, że moja córka mogła pociąć suknię nieżyjącej matki. Nie byle jaką suknię, a tę najważniejszą, tę jedyną!

Elwira nic nie rozumiała

Pojechałem do niej i poprosiłem, by pokazała mi, w czym pójdzie do ślubu, bo do salonu krawieckiego zabrała tylko Asię, która miała być jej świadkową. Kiedy Elwira wyszła ze swojego pokoju w sukni ślubnej, omal nie dostałem zawału. Asia miała rację… Elwira pocięła suknię matki! Z długich, wąskich rękawów zrobiła króciutkie bufki, zostawiła górę, ale dół… Dół był kompletnie zniszczony! Pocięte nieregularnie paski koronki ginęły w fałdach z tiulu. Co ona najlepszego zrobiła?! 

– Jak mogłaś… – wyszeptałem, łapiąc się za serce.

– Ale co? Przecież mówiłam ci, że coś będę musiała pokombinować, żeby ta suknia na mnie pasowała.

– Pocięłaś ją… Po prostu ją pocięłaś! Nie musiałaś jej brać, skoro ci się nie podobała, a ty… – rozpłakałem się.

Nie wytrzymałem i z żalu oraz okropnego zawodu łzy popłynęły mi z oczu. Moja najpiękniejsze wspomnienie o żonie zostało nieodwracalnie zniszczone. Nie było już namacalne. Nie miało fizycznej formy.

– Nie rozumiem, o co tyle szumu. Aśka też na mnie nawrzeszczała. Przecież nikt inny już jej nie założy, dajcie spokój. A ja nie mogłam iść do ołtarza jak uboga krewna w za krótkiej kiecce! – Elwira była wręcz oburzona.

Nie mogłem w to uwierzyć

Ta nieczuła dziewczyna kompletnie nie rozumiała, co zrobiła. To była suknia, która należała kiedyś do jej matki. Uszyta ręcznie przez jej babcię. A ona ją pocięła i jeszcze oczekiwała, że temu przyklaśniemy?! Wraz z suknią zniszczyła też świeżo zrodzoną tradycję. Koniec. Nikt więcej nie będzie miał szansy założyć tej niemal zabytkowej kreacji. Moje marzenie, że może któraś z wnuczek pójdzie do ślubu w sukni babci, uszytej przez prababcię, właśnie prysło jak bańka mydlana.

Jesteś egoistyczną, wstrętną dziewuchą!  – zawołałem, zaciskając pięści ze złości.

Nigdy nie uderzyłem żadnego ze swoich dzieci. Wtedy pierwszy raz miałem na to ochotę. Nie mogłem patrzeć, co moja córka zrobiła z tą suknią. Na nią też nie mogłem patrzeć. Zacząłem się zbierać do wyjścia. Byłem tak zły, tak rozżalony, że naprawdę mógłby ją uderzyć.

– Możesz sobie nosić strzępy sukni, którą twoja babcia szyła po nocach z miłości do córki. Możesz udawać, że nic strasznego się nie stało, ale ja nigdy ci tego nie wybaczę! Złamałaś mi serce! Żebyś choć przeprosiła, ale nie. Każesz nam nie robić szumu… Zatem świetnie. Nie będę robić szumu i nie pojawię się na tym spektaklu, który ty nazywasz ślubem! Pieniędzy też nie dam. Nie pozwolę, by choć grosz poszedł na to, co zrobiłaś z suknią mamy!

Nie zmienię zdania

Nie wiem, czy moja Klara pochwaliłaby taką zapiekłość, ale wiem, że płakałaby, widząc, co jej dziecko uczyniło z najważniejszą dla nas pamiątką. Moja noga nie postanie ani w kościele, ani w sali weselnej! Choć pozostałe dzieci dzwonią, przyjeżdżają i proszą, żebyśmy się z Elwirą pogodzili, że co się stało, to się nie odstanie, że matkę mają w sercu… Niby prawda, ale nie umiem Elwirze wybaczyć. Jak mogła być tak okrutna i bezmyślna?

Nie chcę jej widzieć. Mój ból jest ogromny, czuję się niemal tak, jakby moja Klara znów umarła, jakbym znów ją stracił. Nie wiem, czy rana się kiedyś zasklepi, tym bardziej że Elwira niby płacze, niby wstydzi się, że ojca nie będzie na ślubie, ale nadal nie przeprosiła, nadal nie dotarło do niej, co tak naprawdę nam zrobiła i jak wielki ból mi zadała. Mam nadzieję, że kiedyś ten ból się stępi, a ja będę umiał spojrzeć na moje dziecko jak dawniej. Na razie nie potrafię.