Nie da się ukryć, że można o mnie wiele powiedzieć, ale nie to, że jestem mężczyzną, który spłodził syna, wybudował dom i posadził drzewo. Jedynie z synem mi się udało. To moja żona zarabiała dużo kasy, ja zaś opiekowałem się dziećmi. Wszystko było w porządku... aż do pewnego momentu.

Chciałem być artystą

Mama zawsze mówiła, że myślę o niebieskich migdałach. Być może miała rację? Starsza siostra zatracała się w pracy, ukończyła studia zaoczne z ekonomii, wyszła za mąż za zamożnego chłopaka z pobliskiej wioski i zanim się spostrzegliśmy, założyli już kilka małych sklepów, mieli piękny dom i dwójkę dzieci.

– No przecież ekonomia to taka monotonia – powtarzałem mamie, kiedy czas nadszedł na to, abym sam zdecydował o swoim zawodzie.

Rodzice byli zdania, że powinienem wybrać coś praktycznego, co da mi możliwość szybkiego uniezależnienia się, założenia i utrzymania rodziny.

– Fachowiec od hydrauliki. Czy zdajesz sobie sprawę, jakie ma zarobki? I jak dużo pracy? Kiedy zepsuło się kolanko pod zlewozmywakiem, mógł przyjść dopiero za 3 dni! – narzekała.

Usłyszałem, jak moja matka wylicza różne profesje – elektryka, bankiera, prawnika i jeszcze parę innych. Gdybym miał prawdziwy wybór, najbardziej chciałbym być artystą cyrkowym lub treserem dzikich zwierząt. Sam jednak rozumiałem, że to marzenie jest nieosiągalne, więc dawno temu zdecydowałem się na coś artystycznego. Planowałem ilustrować książki, tworzyć plakaty reklamowe, a najlepiej komiksy. Kto wie, może nawet udałoby mi się stworzyć jakieś znane postacie, które staną się sławne na całym świecie.

Ojciec był wściekły

– Chyba zwariowałeś! Po moim trupie! – sprzeciwił się tata, kiedy wyznałem, że marzę o studiach na Akademii Sztuk Pięknych.

Kiedy mama go delikatnie szturchnęła, nieznacznie się uspokoił.

 – Nie myśl, że szkoda nam na ciebie pieniędzy. Udało nam się odłożyć wystarczającą sumę, by zagwarantować ci solidne wykształcenie i jakiś start w dorosłym życiu, ale nie sfinansujemy takich fanaberii. Nie możemy pozwolić na to, aby te środki poszły na marne, więc musisz radzić sobie sam.

Zdając sobie sprawę, że nie ma sensu wdawać się w dyskusję, po kilku dniach przyznałem, że mają rację i postanowiłem pójść na studia architektoniczne. Choć trochę narzekali, ostatecznie zaakceptowali fakt, że ich syn będzie architektem. Aby nie ryzykować, że zmienią zdanie w sprawie pieniędzy, nie wspomniałem ani słowem, że dodatkowo kształcę się też z rysunku.

Pieniędzy z tego nie było

Starałem się tak zdawać egzaminy, żeby nie wylecieć ze studiów, ale całą moją energię i czas zainwestowałem w zajęcia dodatkowe. Miałem do tego talent i szybko zacząłem dostawać mniejsze zlecenia. Klienci byli usatysfakcjonowani, ponieważ wkładałem w pracę całe swoje serce i potrafiłem zajmować się rysunkami, traktując je jak swoje dzieci. Jednak nie zarabiałem na tym dużych pieniędzy.

– Kolego, musisz zrozumieć, że jeśli chcesz się utrzymać w tym fachu, nie możesz traktować tego z takim pietyzmem. To jest zwykły rzemieślniczy kunszt – podpowiadał mi przyjaciel, który nieustannie tworzył jeden rysunek za drugim, jeden projekt za drugim, a po ukończeniu studiów dostał posadę w jednym z najbardziej prestiżowych biur.

 – O, jak urocze – mama zawsze była zadowolona.

Jednak kiedy dowiadywała się, jakie wynagrodzenie otrzymałem, jej głos stawał się poważniejszy.

– I jak planujesz na tym zarobić na życie?

Byłem naprawdę zmęczony tymi ciągłymi rozmowami. Nikt nie rozumiał, że sztuka wymaga poświęceń. W końcu kiedyś poeci mieszkali na zimnych poddaszach i nie mieli co jeść, a teraz uczą o nich w szkołach. Czyż nie mogę się trochę poświęcić? Nie szło mi zbyt dobrze z dziewczynami, które kręciły nosem, uważając mnie za biednego, chaotycznego marzyciela, ale przecież jeszcze miałem czas na odnalezienie tej jedynej, która pokocha mnie takim, jaki jestem.

Poznałem przyszłą żonę

Miałem rację. Zobaczyłem Jolkę na targach, gdzie prezentowałem swoje szkice. Zatrzymała się przy moim stoisku i wpatrywała się w gromadę fruwających słoni, które stworzyłem jako ilustrację do opowieści.

– Chciałabym wrócić do dzieciństwa i przeglądać taką książkę – zaczęła rozmowę.

Nie jestem pewien, czy to była subtelna próba flirtu, czy rzeczywiście coś w tych słoniach ją urzekło, ale spędziliśmy na rozmowie kilka godzin. Z tego powodu nie zauważyłem innych klientów i nie udało mi się sprzedać żadnego z malunków.

 – Gdybym była żoną tak utalentowanego mężczyzny, nie musiałby on wcale martwić się o pieniądze. Jestem w stanie utrzymać rodzinę sama – powiedziała Jola, pomagając mi posprzątać stoisko.

Nigdy wcześniej nie przyszło mi to na myśl, ale... Teraz nagle wpadłem na pewien pomysł

– W czym dokładnie się specjalizujesz?

Gdy później opowiadałem rodzicom o dziewczynie, którą poznałem, nie byłem w stanie odtworzyć anglojęzycznej nazwy jej stanowiska, więc po prostu powiedziałem:

– Jola pracuje w międzynarodowym banku, gdzie jest odpowiedzialna za finanse dużych korporacji.

To było idealne rozwiązanie

Choć do tej pory nie jestem w stanie precyzyjnie określić, czym zajmuje się w swojej pracy, to znam dokładnie jej zarobki i są one naprawdę imponujące. Gdy zamieszkaliśmy w jej nowym domu, dała mi kartę bankomatową. To było po to, żeby nie martwił się o to, że zarabiam mniej i nie czuł się z tym wszystkim niekomfortowo...

Wtedy ta kobieta spadła mi prosto z nieba! Nie myślcie, że byłem sprytny i chciałem tylko cieszyć się wygodnym bytem i jej pieniędzmi. Naprawdę się kochaliśmy i obojgu nam odpowiadał ten układ. Jola była na topie w świecie finansów, zarabiała i de facto nas utrzymywała, natomiast ja stopniowo rozwijałem swoje zdolności i zajmowałem się domem.

Kiedy na świat przyszedł Adaś, a rok później Marcysia, Jola stwierdziła, jakoś naturalnie wyszło, że to ja zająłem się dzieciakami, a żona wróciła szybko do pracy.

 – Po co mamy zatrudniać nianię, przecież wiem, że z tobą dzieci mają się najlepiej – mówiła.

Chociaż nadal realizowałem małe zlecenia, zysk z nich był tak skromny, że nawet gdybym wydawał pieniądze na symboliczne waciki, to i tak by mi nie wystarczyło. Nie dzieliłem się z rodzicami szczegółami naszej sytuacji finansowej. Nie musieli wiedzieć, że muszę prosić Jolę o pieniądze na wszystko, nawet na chleb. Nigdy nie odmawiała, ale trzeba przyznać, że byliśmy w tej kwestii nietypowi.

Czułem wstyd

Z drugiej strony nie chciałem psuć wrażenia, że odniosłem sukces. Kiedy rodzice zobaczyli nasz samochód, odwiedzali nasze mieszkanie, przeglądali fotografie z urlopu, ojciec w końcu nie wytrzymał i powiedział:

– Nie myślałem, że z tymi twoimi bazgrołami daleko dojdziesz.

Nie wyprowadzałem go z błędu. Z kolei moje towarzystwo ze studiów, z którym się spotykałem w sobotnie wieczory, było bardziej bezpośrednie. Jola postanowiła, że zasługuję na trochę wolnego i zatrudniała wtedy nianię.

– Kolego, przestań, nie wmawiaj nam, że utrzymujesz rodzinę.

– W zeszłym miesiącu stworzyłem logo dla nowego przedszkola – odparłem. – Zastosowałem na nim wzór latających słoni, które Jola kiedyś bardzo polubiła.

– Ok i starczyło ci na piwo – skwitował sarkastycznie Sebastian, po czym spytał. – Czy nie obawiasz się, że kiedy wychowasz dzieci, twoja żona twierdzi, że nie jesteś już niezbędny i podziękuje ci?

– Jola ma inny charakter. Jeśli chodzi o rodzinę, jest jak lwica i nie pozwoli jej zniszczyć – odparłem z pewnością.

Dzieci szybko dorosły

Moja żona zawsze szczególnie dbała o nasze dzieci. Uczęszczały na dodatkowe lekcje angielskiego, trenowały sporty, od najmłodszych lat jeździły na nartach. Oczywiście, to ja zawsze czuwałem nad tym wszystkim. Zawsze to do mnie zwracały się z kłopotami, to mi na początku opowiadały o swoich sukcesach, to ja przyklejałem im plastry na otarte kolana, a kiedy Marcysia stała się kobietą, kupowałem dla niej podpaski.

W codziennym zgiełku zajęć nie zauważyłem, jak najpierw jedno, a potem drugie dojrzało, ukończyło studia i opuściło dom. W końcu mogliśmy pozwolić sobie na wynajęcie mieszkania dla obojga, dopóki nie byli w stanie utrzymać się samodzielnie. W końcu życie dorosłego jest takie kosztowne, a ja, który przez tyle lat robiłem zakupy, doskonale o tym wiem.

– Pewnie wspieracie dzieci finansowo? – sarkastycznie zapytała siostra, kiedy relacjonowałem, co u nich słychać. – Co z Jolą? A ty, Tomek, czym teraz się zajmujesz, skoro dzieci już nie są twoim głównym zajęciem?

– Jak to czym! Rysowaniem, tak jak zawsze. W końcu mam możliwość poświęcenia temu tyle czasu, ile jest potrzebne, zamiast śpieszyć się z projektem, tylko po to, aby zdążyć w dwa, trzy miesiące.

Żona zmieniła zdanie

Pracowałem właśnie nad okładką do książki kucharskiej. Cały czas coś mi nie pasowało i robiłem poprawki, teraz na pewno wyjdzie z tego prawdziwa perełka. Już widziałem te wszystkie nagrody na konkursach dla rysowników, kiedy nagle moja żona zadała pytanie:

– Tomek, kiedy zaczniesz pracować? Będziemy potrzebować pieniędzy.

– Co ty mówisz, kochanie? Przecież cały czas pracuję...

Jola jednak po raz pierwszy od początku naszego związku miała inną perspektywę. Do tej pory to ja opiekowałem się naszymi pociechami, podczas gdy ona utrzymywała całą rodzinę. Ale teraz, kiedy Adaś i Marcysia zaczęli radzić sobie sami, przyszedł czas na zmiany w naszym życiu. Następnie poinformowała mnie o swoim planie porzucenia dobrze płatnej posady i otworzenia małego sklepu internetowego, gdzie będzie oferować rękodzieło z różnych zakątków świata.

 – Na pewno orientujesz się, że na początku nie będę zarabiać, biznes wymaga czasu, żeby się rozwijać. Dodatkowo, potrzebuję funduszy na podróże, żeby zdobyć to, co zamierzam sprzedawać.

Nasz uroczy dom miał być wynajmowany, co miało sfinansować jej podróże. W międzyczasie mogłem przenieść się do kawalerki po mojej ciotce. Dobrodusznie pozostawiła mi kartę do naszego wspólnego konta, ale oczywiście jej wynagrodzenie z banku już na nie nie wpłynie. Czułem, że zostawia mnie na lodzie. Miałem ochotę się z nią rozwieść, ale Jola zdecydowanym tonem stwierdziła:

 – Jako małżeństwo będziemy mieć niższe podatki i lepsze ubezpieczenie.

Zostałem bez niczego

Zatem mieszkam w jednopokojowym mieszkaniu z widokiem na kontenery na śmieci. Nieustannie rysuję, a dodatkowo dorabiam, wykonując prace hydrauliczne, ponieważ okazało się, że odziedziczyłem po ojcu zdolności do tego fachu. Jolę spotykam tylko od czasu do czasu. Przez wiele lat byłem przekonany, że to ja dobrze sobie poradziłem, będąc z nią, ale teraz okazuje się, że to ona zrealizowała swoje plany biznesowe i rodzinne dzięki mnie.

W jednej z książek, które ilustrowałem, przeczytałem, że kobieta powinna posiadać swoje własne środki finansowe. To niedobrze, że nikt nie zaznaczył, iż to samo tyczy się mężczyzn. Na szczęście moje dzieci wychowałem na porządnych ludzi. Im idzie coraz lepiej, przynoszą ojcu zakupy, twierdząc, że zrobili je po drodze i zapraszają na niedzielne kolacje.

Tomek, 50 lat