„Warszawska delegacja była dla mnie ekscytującą odskocznią od nudnego małżeństwa. Szybko powinęła mi się jednak noga”
„Z mężem byliśmy raczej współlokatorami niż kochankami. Kiedy dowiedziałam się o kilkudniowej konferencji w stolicy, poczułam ulgę. Nie mogłam się doczekać wyjazdu, oderwania od tej codzienności, choć jeszcze wtedy nie wiedziałam, jak bardzo wszystko się zmieni”.

- Redakcja
Moje małżeństwo z Filipem było jak dobrze naoliwiona maszyna – działało sprawnie, ale bez emocji. Siedem lat temu byliśmy pełni pasji, ale teraz? Byliśmy raczej współlokatorami niż kochankami. Rozmowy kręciły się wokół rachunków, obowiązków, planów na przyszłość, ale brakowało w nich tego, co kiedyś przyspieszało mi puls.
Gdy wracałam z pracy, Filip często siedział przed komputerem albo zasypiał przed telewizorem. Nie pamiętałam, kiedy ostatnio patrzył na mnie tak, jak kiedyś – z pożądaniem. Zaczęłam zastanawiać się, czy to ja się zmieniłam, czy może po prostu przestaliśmy być dla siebie interesujący.
Kiedy dowiedziałam się o kilkudniowej konferencji w stolicy, poczułam ulgę. Nie mogłam się doczekać wyjazdu, oderwania od tej codzienności, choć jeszcze wtedy nie wiedziałam, jak bardzo wszystko się zmieni.
Miał hipnotyzujące spojrzenie
Konferencja odbywała się w eleganckim hotelu na obrzeżach Warszawy. Od rana uczestniczyłam w panelach i prelekcjach, ale moje myśli błądziły gdzie indziej. Lubiłam swoją pracę, ale nie czułam ekscytacji. W przeciwieństwie do Marka.
Pracowaliśmy w jednym dziale, ale nigdy nie mieliśmy okazji porozmawiać dłużej. Był pewny siebie, charyzmatyczny i miał w spojrzeniu coś hipnotyzującego. W przeciwieństwie do mojego męża Marek słuchał mnie uważnie, śmiał się z moich żartów i nie zerkał co chwilę na telefon.
Wieczorem, po oficjalnej części konferencji, grupa współpracowników wybrała się na drinka do hotelowego baru. Usiadłam obok Marka. Rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym, a każde jego spojrzenie sprawiało, że czułam się lekka i beztroska.
– Dobrze cię widzieć w takim wydaniu – rzucił z uśmiechem, przyglądając mi się znad szklanki.
– W jakim?
– Wyluzowanym. Bez tej całej biurowej powagi.
Zaśmiałam się i upiłam łyk wina. Atmosfera była swobodna, ale napięcie między nami rosło.
– Lubisz ryzyko? – zapytał nagle.
– Zależy od sytuacji – odpowiedziałam, choć czułam, że nie pyta o pracę.
– Mam wrażenie, że masz ochotę na coś szalonego.
Nie zaprzeczyłam. Nie zastanawiałam się długo, gdy zaproponował, żebyśmy wyszli na chwilę na świeże powietrze. W rzeczywistości poszliśmy w stronę wind.
Wiedziałam, co się za chwilę stanie. I nie zamierzałam tego zatrzymać.
Stanęłam jak wryta
Obudziłam się w obcym łóżku, otulona ciepłym, ciężkim kocem. Przez chwilę nie wiedziałam, gdzie jestem. Potem wszystko do mnie wróciło.
Marek. Hotelowy pokój. Jego dłonie na mojej skórze, jego usta na mojej szyi.
Przekręciłam się na bok i zobaczyłam go śpiącego obok mnie. Oddychał spokojnie, z lekkim uśmiechem na twarzy. Przez moment obserwowałam jego rozczochrane włosy i nagi tors, ale po chwili ogarnęła mnie panika.
Co ja zrobiłam?
Zerwałam się z łóżka, uważając, by go nie obudzić. W głowie miałam mętlik. Przez chwilę czułam ekscytację, ale teraz do głosu dochodziły wyrzuty sumienia. Musiałam się stąd wydostać, zanim ktokolwiek mnie zobaczy.
Zebrałam swoje rzeczy, szybko się ubrałam i zerknęłam na telefon. Kilka nieodebranych wiadomości od Filipa. „Jak konferencja?”, „Dobrze się bawisz?”, „O której kończycie?”.
Przełknęłam ślinę. Wzięłam głęboki oddech i cicho uchyliłam drzwi. Korytarz był pusty. Wyszłam, uważnie rozglądając się na boki, i zaczęłam iść w stronę swojego pokoju.
Każdy krok wydawał mi się zbyt głośny, jakby cały hotel miał nagle się obudzić i oskarżyć mnie o najgorsze. Miałam nadzieję, że nikt mnie nie zobaczy. Ale los miał dla mnie inne plany.
Nagle stanęłam jak wryta. Przede mną, z bukietem kwiatów w dłoni, stał Filip.
Uśmiechał się, ale jego twarz natychmiast się zmieniła, gdy zobaczył moją minę.
Niemiła niespodzianka
Serce podeszło mi do gardła. Filip patrzył na mnie z uśmiechem, ale w jego oczach pojawiło się pytanie, którego jeszcze nie wypowiedział. W dłoni ściskał bukiet czerwonych róż.
– Niespodzianka – powiedział, ale jego głos nie był już tak pewny jak zwykle. – Pomyślałem, że cię odwiedzę.
Nie mogłam się odezwać. W mojej głowie kotłowały się myśli, ale żadna z nich nie układała się w sensowne zdanie. Widziałam, jak Filip analizuje każdy szczegół: moje potargane włosy, rozmazany makijaż, pozaciągane rajstopy.
– Karolina? – zapytał ciszej.
– Co… co ty tutaj robisz? – wykrztusiłam, choć to było oczywiste.
Filip zmrużył oczy i uniósł lekko głowę, jakby coś sobie uświadomił. Jego wzrok powędrował za mnie. Instynktownie odwróciłam się – drzwi do pokoju, z którego przed chwilą wyszłam, uchyliły się. W tym samym momencie Marek, ziewając, wyszedł na korytarz.
Był w samych bokserkach, przecierał oczy, jeszcze nie do końca świadomy, co się dzieje. W ręku trzymał damską bieliznę. Moją.
– Karolina, zapomniałaś...
I wtedy ich spojrzenia się spotkały. Filip zesztywniał, a ja poczułam, jak żołądek skręca mi się w supeł. Marek zatrzymał się w pół kroku, widząc Filipa.
– O, cześć – powiedział speszony.
Filip spojrzał na mnie.
– Więc to jest to – powiedział cicho.
Nie było w jego głosie gniewu. Tylko rozczarowanie. To bolało bardziej niż gdyby na mnie nakrzyczał.
Byłam jak sparaliżowana
Patrzyłam na Filipa i nie wiedziałam, co powiedzieć. W jego oczach widziałam, jak rozsypuje się wszystko, co budowaliśmy przez lata. Próbowałam zebrać myśli, znaleźć jakieś wyjaśnienie, ale każde słowo, które przychodziło mi do głowy, brzmiało żałośnie.
– Filip… – zaczęłam, ale on uniósł dłoń, jakby chciał mnie uciszyć.
– Nie. – Jego głos był cichy, lecz stanowczy. – Po prostu… nie.
Obrócił się na pięcie, jakby chciał odejść, ale wtedy Marek postanowił się odezwać.
– Słuchaj, to nie tak, jak myślisz – rzucił, opierając się nonszalancko o framugę drzwi.
Filip zaśmiał się gorzko i spojrzał na niego z chłodnym politowaniem.
– A jak? – zapytał. – Wytłumacz mi, proszę. Chętnie posłucham.
Marek spiął się lekko, jakby nie był przygotowany na taką odpowiedź.
– To… to był impuls. Nie planowaliśmy tego.
Filip pokiwał głową, wciąż się uśmiechając – ale to nie był prawdziwy uśmiech, raczej coś, co skrywało wściekłość i ból.
– No tak. Bo to, że ktoś planuje zdradę, czyni ją mniej bolesną – powiedział i przeniósł wzrok na mnie. – Karolina? Coś powiesz?
Czułam się jak dziecko przyłapane na kłamstwie.
– To był błąd – szepnęłam.
Filip przez chwilę patrzył na mnie w milczeniu.
– Nie, Karolina. – Jego głos był zimny jak lód. – To była decyzja.
Odwrócił się i ruszył korytarzem. A ja stałam tam, sparaliżowana, patrząc, jak odchodzi.
Było już za późno
Pobiegłam za nim.
– Filip, poczekaj! – zawołałam, ale nawet się nie zatrzymał.
Dogoniłam go dopiero przy windach. Stał ze wzrokiem wbitym w podłogę, zaciskając palce na bukiecie róż, który wciąż trzymał w dłoni. Kiedy stanęłam obok niego, odetchnął głęboko, ale nic nie powiedział.
– Przepraszam – wydusiłam w końcu. – To nie miało się wydarzyć.
Filip zaśmiał się cicho, gorzko.
– Ale się wydarzyło – odparł.
Winda przyjechała, ale nie wsiadł. Patrzył na mnie, jakby widział mnie po raz pierwszy w życiu.
– Dlaczego? – zapytał w końcu. – Chcę to usłyszeć od ciebie.
Zacisnęłam usta. Jak miałam mu to wytłumaczyć? Że czułam się niewidzialna? Że szukałam czegoś, co kiedyś mieliśmy, a co zniknęło między rachunkami, obowiązkami i cichymi wieczorami przed telewizorem? Że przez chwilę, przez jedną noc, chciałam poczuć się pożądana, ważna, żywa?
– Nie wiem – wyszeptałam.
Filip pokiwał głową i spojrzał na mnie tak, że miałam ochotę się skulić.
– Właśnie tego się obawiałem – powiedział.
Rzucił bukiet do kosza i wszedł do windy.
– Filip, proszę… – szepnęłam, ale drzwi zamknęły się przede mną.
Zostałam sama na korytarzu. Spojrzałam na telefon, na ekranie widniała wiadomość od Marka: „Mam nadzieję, że wszystko w porządku”. Nie odpisałam. Usiadłam na podłodze i zamknęłam oczy.
Po raz pierwszy od dawna przez chwilę czułam się żywa, ale czy było warto? Czy dla jednego momentu zapomnienia opłacało się zrujnować małżeństwo i stracić zaufanie człowieka, którego kochałam? Zrozumiałam, że dałam się zwieść chwili. Ale było już za późno na żal.
Karolina, 35 lat