12 lat temu, gdy brałam ślub z Krzysiem, otrzymaliśmy od jego rodziców wspaniały podarunek. Teściowie przenieśli dziadków do siebie, a ich dom podzielili po połowie pomiędzy mojego małżonka i jego młodszego brata. Nam przypadło w udziale mieszkanie na parterze, ponieważ byłam wówczas w ciąży. Rodzice Krzysia stwierdzili, że wchodzenie po schodach na górę mogłoby być dla mnie uciążliwe i dlatego podjęli taką decyzję.

Szwagier dostał część domu na piętrze. Było ono bliźniaczo podobne do naszego, z identycznym układem pomieszczeń. Kiedyś należało do siostry babci, która zmarła, nie pozostawiając potomstwa, dlatego cały majątek przeszedł na rodzinę mojego męża.

Musieliśmy sporo zainwestować

Gdy z Krzyśkiem przenieśliśmy się do nowego lokum, początkowa radość z posiadania własnego kąta dość szybko przerodziła się w poczucie ogromu prac, jakie czekały nas w tym mieszkaniu. Budynek pochodzi z lat pięćdziesiątych, a wtedy jakość wykonania była średnia. Musieliśmy wymienić wszystkie instalacje, odnowić tynki, pozbyć się drewnianych okien, które dosłownie sypały się w rękach oraz zerwać podłogi z lastryko. Oprócz tego podłączyliśmy dom do miejskiej sieci gazowej, gdyż do tej pory korzystano tylko z butli gazowych.

Zdecydowaliśmy się na parę usprawnień, między innymi zainstalowaliśmy ogrzewanie w podłodze łazienki. Okna łazienki są od północnej strony, przez co nawet w ciepłe miesiące temperatura w środku potrafiła być dosyć niska. Mój mąż połączył ogrzewanie z włącznikiem światła, dzięki czemu jak tylko przekraczamy próg łazienki, podłoga momentalnie zaczyna się rozgrzewać, co daje bardzo miłe uczucie. Zrezygnowałam nawet z maty łazienkowej obok wanny. W końcu po co mi mata, skoro mogę bez obaw przechadzać się bosą stopą po przyjemnie ciepłych płytkach.

Przez ostatnie lata bardzo się starałam, żeby wszystko ładnie wyglądało. W pokoju sypialnym na ścianie jest tapeta z oldschoolowym wzorem, a dzieciom pozwoliłam samodzielnie wybrać kolory do ich pokojów. Samo położenie nowych paneli w miejsce starej, zużytej klepki zajęło nam wieki, bo mój mąż codziennie po pracy kładł je sam.

Cieszyliśmy się, że mamy swoje miejsce

Teściowa niejednokrotnie wyrażała uznanie dla naszego imponującego remontu. Twierdziła, że sprawił on, iż dom babci i dziadka odzyskał blask i znów wygląda jak nowy. Podobne odczucia miała odnośnie do ogrodu, który jest teraz moją perełką. Jestem wychowana na wsi, więc praca na roli i w ogrodzie to dla mnie chleb powszedni. 

Wpadłam nawet na pomysł, żeby stworzyć patio tuż przy wyjściu z domu. Mój małżonek ułożył deski tarasowe i postawił kratki ogrodowe, które obrosła dzika winorośl oraz słodko pachnący groszek. Czasami, gdy przymknę powieki, do moich uszu dobiega bzyczenie pszczółek, a delikatny wiatr muska moją twarz. Zdarza mi się wtedy pomyśleć, że przeniosłam się gdzieś w rejony słonecznej Toskanii. Poza tym nasze dzieci mają teraz wspaniałe miejsce do zabawy. 7-letnia Tosia i młodszy o dwa lata Kubuś potrafią spędzać długie godziny w zaciszu ogrodu. Ja natomiast mogę dyskretnie przyglądać się ich zabawom, zerkając przez szybę.

Szwagier nie dołożył się do remontu

Kiedy Krzysztof i ja wkładaliśmy fundusze i pracę w naszą część domu, brat mojego męża praktycznie niczego nie zmienił na swoim piętrze. W momencie otrzymania tego kosztownego prezentu od mamy i taty miał raptem 20 lat. Oboje z mężem zdawaliśmy sobie sprawę, że szwagier nie posiadał wówczas zarówno gotówki, jak i chęci, by przeprowadzać jakiekolwiek prace remontowe w swoich czterech kątach.

Gdy zdecydowaliśmy się na wymianę instalacji, zrobiliśmy to w całym budynku, finansując wszystko z własnej kieszeni. Tak samo postąpiliśmy z zewnętrzną częścią domu. Nie było mowy o tym, żeby otynkować jedynie połowę ścian! Oczywiście zajęliśmy się całością, aby budynek prezentował się w miarę przyzwoicie. Ani razu nie oczekiwaliśmy od niego, by oddał nam zainwestowane fundusze, mimo że sami nie mieliśmy zbyt wiele. Ogromne wsparcie otrzymaliśmy od moich rodziców. Pomogli nam nie tylko pieniędzmi, ale też ciężką pracą, ponieważ mój ojciec nie potrafił przyglądać się bezczynnie, jak jego zięć haruje w pojedynkę.

Długo był singlem

Kilka lat wstecz mój szwagier zdobył  etat nurka w zakładzie remontującym statki. Radość go rozpierała, bo zwróciły mu się długie godziny ćwiczeń, gdyż nurkowanie od zawsze było jego ogromną pasją. Jednakże napływ kasy bynajmniej nie sprawił, że Andrzej zainwestował cokolwiek w swoją część domostwa. Wciąż egzystował jak singiel, otaczająca go rzeczywistość średnio go obchodziła. Cóż, ja się do tego nie mieszałam… Dopiero parę miesięcy temu szwagier zakochał się po uszy w pewnej dziewczynie. Przedtem umawiał się z różnymi kobietami, ale żadnej nie brał na serio.

Katarzyna zawsze sprawiała wrażenie sympatycznej osoby i nie mam o niej złego zdania. Nigdy mi nie przeszkadzała. Parę tygodni temu Andrzej i Kasia postanowili się pobrać. Gdy nam to powiedzieli, wraz z mężem szczerze im pogratulowaliśmy, ciesząc się na rodzinne wesele. Jednak ich ślub pociągał za sobą pewne konsekwencje.

Myślałam, że to żart

Pewnego dnia teściowa zainicjowała rozmowę odnośnie do zamiany lokali mieszkalnych. Dyskretnie wspomniała, że Kasia boryka się z różnymi problemami zdrowotnymi, których przyczyną jest nadwaga.

– Puchną jej nogi, ciężko jej złapać oddech – wymieniała, a ja przytakiwałam ze współczuciem, bo było mi przykro z powodu tej dziewczyny, chociaż nie sądziłam, żeby jej dolegliwości były moim zmartwieniem.

Nagle teściowa rzuciła, że Kasi ciężko będzie pokonywać schody do tego mieszkania na górze. Początkowo mnie to nie zaniepokoiło. Ot, marudzi jak zawsze. Tylko wzruszyłam ramionami.

– Przestań już mamo, no co ty, przecież Kasia jest w pełni sprawna! – parsknęłam śmiechem. – Poza tym, te zbędne kilogramy na pewno w końcu zrzuci, wystarczy, że zapanuje nad gospodarką hormonalną. Gadałyśmy o tym ostatnio. To tylko kwestia czasu...

Podczas tamtej rozmowy mama męża bez ogródek wyraziła swoje zdanie. Uważała, że najrozsądniej będzie, jeśli my i Andrzej zamienimy się mieszkaniami. Przecież układ pomieszczeń jest taki sam w obu lokalach.

– No bo wy z Krzysiem już wychowaliście swoje pociechy – przekonywała. – One tryskają energią i spokojnie mogą wbiegać po schodach. Natomiast Kasi, kiedy zajdzie w ciążę, a potem będzie karmiła piersią, dużo wygodniej będzie funkcjonować na dole.

Ta niespodziewana oferta całkowicie mnie zaskoczyła. Przez moment zupełnie nie miałam pojęcia, jak odpowiedzieć, żeby zabrzmiało to uprzejmie.

– Jeśli będzie potrzebowała, chętnie pomogę jej z wózkiem, gdy zechce zabrać malucha na spacer – odparłam w końcu. – Mogłaby również zostawiać wózek u nas w przedpokoju. Ale przeprowadzka nie wchodzi w grę, mamo.

Teściowa miała niezły tupet

Według mnie ta kwestia była już zamknięta i nie trzeba było o niej gadać. Wszystko było jasne jak słońce – wystarczyło rzucić okiem na nasze lokum i porównać z tym szwagra, żeby zobaczyć, jak odmienne mają standardy. My mamy łazienkę wyłożoną kafelkami, a Andrzej – pomalowaną olejną farbę, która w dodatku odpada płatami przez grzyb. U nas są stylowe panele podłogowe i tapety, a u niego zwykłe linoleum i gołe ściany. A gdzie tam do naszych drogich białych mebli, robionych na wymiar szaf wnękowych i nowiutkiego aneksu kuchennego – on ma tylko stare, zapyziałe zlewy i meble rodem z PRLu…

– Ale przecież mieszkanie na górze też możecie sobie wyremontować – odparła swobodnie teściowa. – Ty masz nosa do takich rzeczy, na pewno świetnie ci to wyjdzie!

Zatkało mnie. Czy naprawdę mam kolejny raz sięgnąć głęboko do portfela i wyremontować następny lokal, podczas gdy mój szwagier wraz z żoną będą opływać w luksusy w naszym mieszkaniu?! „Ale może ona tylko udaje taką nierozgarniętą, żeby wycisnąć jak najwięcej dla swojego młodszego, rozpieszczonego synalka?" – przemknęło mi przez myśl po jakimś czasie, bo nawet argument, że jej wnuczki mają swoje ukochane pokoiki na parterze, nie przekonał teściowej.

– Na górze dostaną identyczne! Przecież możesz je odmalować. Gadałam z Tośką i powiedziała, że nie chce już sypialni małej królewny w odcieniach różu – padła odpowiedź.

Byłam zła i rozczarowana

W końcu kasa na wyposażenie i odświeżenie ścian sama spada z nieba! Kategorycznie sprzeciwiłam się pomysłowi przeprowadzki, który podsunęła mi teściowa i wyraźnie oznajmiłam Andrzejowi, co myślę o całej tej sytuacji. Dobrze, że mąż stanął murem za mną, bo jego również zabolała ta oczywista próba przypodobania się młodszemu synowi, nie bacząc na nasze dobro. Teściowie po prostu chcieli wyrzucić nas z domu, który tak długo urządzaliśmy.

Coś mi mówi, że to jeszcze nie koniec tej historii. Zdałam sobie sprawę, że… wciąż nie posiadamy dokumentu potwierdzającego nasze prawo własności do lokalu. Prawdą jest, że rodzice mojego małżonka podarowali nieruchomość jemu oraz jego bratu w formie darowizny, jednakże w umowie widnieje jedynie zapis mówiący o tym, iż każdemu z nich przypada po 50% domu. Niestety, dokument nie precyzuje dokładnie, o którą część budynku chodzi. W związku z tym różne scenariusze wciąż są możliwe. Przyznaję, że przyszło nam już do głowy, aby uprzedzić potencjalne komplikacje i złożyć wizytę u notariusza w celu dopełnienia wszelkich formalności.

Wyobrażam sobie, że teściowie i Andrzej mogą mieć coś przeciwko temu pomysłowi. Cóż, w skrajnym przypadku skończy się to w sądzie. Posiadam dowody w postaci faktur, które jednoznacznie wskazują na to, że wraz z mężem ponieśliśmy koszty remontu naszego lokum. I nie zamierzam dać się wyrzucić do mieszkania na górze! Oczywiście, wolałabym uniknąć otwartego konfliktu. W końcu to nasz dom rodzinny i zależy mi na tym, żebyśmy wszyscy dobrze się w nim czuli, także mój szwagier z żoną. Co jeśli jednak dojdzie do starcia? Zastanawiam się, jak to wpłynie na nasze wzajemne stosunki.

Kamila, 40 lat